sobota, 28 lutego 2015
Żelazna Maska (19)
Lazłam właśnie przez miasto, ale tylko dlatego, że nie chciałam usłyszeć że mam ołowianą dupę. A zaczęło się tak:
-Scarlet siedzisz już ponad trzy dni w domu, albo pójdziesz po dobroci albo cię stąd wykopię.-powiedział tata.- Prosto na śnieg. -dopowiedział.
Co miałam robić? Po moich naleganiach itp.,koniec końców wyszło na jego. No więc komu w drogę temu w trampki, powiedziałam wychodząc z domu. Przez pierwsze parę minut, klęłam na to że śnieg jest tak zawaliście oczojebny że zaraz oślepnę, później narzekałam na to że nie mam sanek do zjeżdżania. W końcu walnęłam się ręką w łeb, gdybym miała kasę wypożyczyłabym sobie łyżwy. Brawo ja, poprostu. I w tak dochodzimy do tego momentu, wszędzie śnieg... tylko śnieg. I nagle...
- Gotowa? -usłyszałam.
Ktoś mnie objął ramieniem. Podskoczyłam.
- To znowu ty!?-wykrzyknęłam.
Szczerze mówiąc trochę się zapomniałam.W końcu hello, mam ferie. Nie będę sobie obgryzać paznokci przez jakiegoś pacana, który wyłania się zza rogu,w jebitnej żelaznej masce!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz