niedziela, 11 stycznia 2015

Nadal Prolog


Obudziłem się, wszystko mnie bolało, ale postanowiłem że to ziignoruję. Kiedy się podnosiłem, zamurowało mnie. Na kanapie spała jakaś dziewczyna, tylko co ona tu robiła ? Słyszałem że ktoś do mnie podbiegł, ale myślałem że go uderzyłem i odepchnąłem. Gapiłem się na nią, rzadko coś takiego mi się zdarza, ale było w niej coś... Nagle poczułem ból w piersi, bolało jak cholera. Wstałem i poszedłem zobaczyć jak wyglądam, nie zdziwiłbym się gdybym wyglądał jak ofiara rzeźnika. Zawsze tak było, prawie codzienna walka z tymi tępymi sługami przyzwyczaijła mnie do mojej twarzy,  zawsze poszarpana, obita.

Obudziłam się, usłyszałam jak ktoś otwierał drzwi. Nie otwierałam oczu dopóki nie usłyszałam cichego trzasku. Pierwszą rzeczą było zniknięcie chłopaka ze stołu, uff czyli jednak on. Zaraz może poszedł po nóż żeby mnie zabić? Nie wyglądał na takiego, ale ostrożnośći nigdy nie za wiele. Usłyszałam klamkę, zamknęłam oczy.

Wyszedłem z łazienki, rany były... w całkiem dobrym stanie, ale nadal bolały. Zauważyłem że ona jakoś inaczej leżała, na początku to było trochę dziwne, ale najwyraźniej źle się ułożyła. Nie wiedziałem gdzie mieszkała, trzeba poczekać. Usiadłem tam gdzie leżałem, czyli na stole. Znowu jej się przyglądałem, powieka jej drgnęła. Boże jaki ze mnie pacan, obudziła się. Czułem jej strach, jedna z moich nielicznych zdolności. Nie chciałem się teleportować, ale zrobiłem to. Stałem przed tym wielkim, opuszczonym, hangarem. Było strasznie zimno, ale co to dla mnie.

Nie czułam jego wzroku na sobie, ale nie słyszałam też szczęknięcia klamki. Chyba poszedł sobie, chyba. Wstałam z kanapy i wdepnęłam w okład który mu zrobiłam. Dobra czas się zbierać, pomyślałam. Wzięłam deskę, powoli i po cichu szłam do drzwi, z ktorych czułam przeciąg.

Swieże powietrze tego mi było trzeba, pomyślałem. No nie było w sumie takie czyste, ale w Tokyo tak już jest. Usłyszałem przesuwane drzwi, wychodziła rozglądając się. Teleportowałem się i...
-Chyba powinieneś odpoczywać. -powiedziała trzęsąc się.
Grała na zwłokę, jej strach był mocniejszy. Gapiłem się na nią, a ona na mnie, choć pewnie wymyślała jak stąd uciec. Nadal nic nie mówiłem. I nagle obróciła się i pobiegła. Znowu teleportacja. Trzymałem ją.
-Puszczaj, zostaw!!-krzyczała.
Rozpłakała się, a ja nie wiedziałem co zrobić. Przytuliłem ją, czułem jej niepewność. Zaprowadziłem ją znów do hangaru, cała się trzęsła. Po tym jak weszliśmy, trochę się uspokoiła, ale jak zamknąłem drzwi na kłódkę, niepewność wróciła. Poszedłem do kuchni, wszystko mnie zabolało kiedy sięgnąłem po herbatę. Kiedy gotowała się woda, znowu się na nią gapiłem. Siedziała na blacie, patrzyła się w podłogę. Kiedy zalewałem wodą herbatę, czułem jej wzrok na sobie.
-Słodzisz?-powiedziałem z lekką chrypą.
Pokiwała głową, pokazała trzy palce. Wyjąłem cukier z szafki i zacząłem słodzić jej herbatę. Teraz była spięta, ciekawe co o mnie myślała. Podałem jej kubek, przez minutę się zastanawiała czy nie jest zatruty, czy coś w tym stylu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz