- Sam się o to prosiłeś, mogłeś zabrać tą rękę.-powiedziałam.
- ...
- No co? Nic nie powiesz?-prawie krzyczałam.
- Możesz mówić ciszej? Słychać cię zapewne na korytarzu.-odpowiedział.
- Niech ci będzie.- powiedziałam- Więc, po co tu przyszedłeś?
- Po rzecz którą znalazłaś w lodzie, ale chyba mam coś ważniejszego na głowie-powiedział.-Ciebie.
- ŻE CO!?-krzyknęłam.
I znowu, powtórka z rozrywki.
- Prosiłem cię chyba o coś.-powiedział.
- Ne haja fifa ce ksyde.-wybełkotałam.
Zdjął mi rękę z buzi i...
- Musisz iść ze mną.-powiedział.
Wtedy zobaczyłam, że jednak coś mu zrobiłam, miał wielką plamę na bluzie pomiędzy nadgarstkiem a łokciem. To była krew. Jego krew.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz